Super jawny spread walutowy
Jeszcze do niedawna niejeden kredytobiorca nie był świadomy faktu, że spłacając raty we frankach czy euro, ponosi dodatkowe koszty związane ze spreadem walutowym. Cóż to takiego? Najkrócej mówiąc, to różnica pomiędzy kursem kupna a kursem sprzedaży danej waluty, która wpływa na wzrost kosztu kredytu.
Aby obrazowo wyjaśnić, jak działa mechanizm obliczania spreadu, wystarczy powołać przykład kredytu o wartości 200 tys. zł, denominowanego we frankach szwajcarskich (wyliczenia Comperii). Bank zwykle przeliczy kwotę 200 tys. zł po aktualnym, niższym kursie kupna franka, np. 2,5 zł, jednak na skutek spreadu kredyt spłacany jest po wyższym kursie sprzedaży, np. po 2,6 zł. Już tylko tak, zdawałoby się, drobna różnica 10 gr pomiędzy kursem kupna (wypłaty kredytu) a kursem sprzedaży (spłaty kredytu) powoduje, że w konsekwencji winni jesteśmy bankowi nie 200 tys. zł, a 208 tys. zł. To jednak tylko różnica w kapitale, a pod uwagę wziąć trzeba jeszcze odsetki od kredytu. Te, gdyby nie było spreadu, (przy oprocentowaniu na poziomie 5 proc.) pozwoliłyby zaoszczędzić kolejne 7 460 zł. Tym samym, z przykładowej kalkulacji wynika, że koszt spreadu jest niemały, łącznie wyniesie 15 460 zł.
Na ogół jednak, spłacając co miesiąc raty, kredytobiorca nie odczuwa specjalnie ciężaru spreadu. Ten nabiera znaczenia, gdy jednorazowo zamierzamy spłacić całość lub część kredytu albo gdy chcemy go przewalutować. Z tego powodu klienci banków powinni mieć świadomość, w jakim stopniu spread walutowy wpływa na wysokość ich zadłużenia.
Można się spodziewać, że po 1 kwietnia br. praktyka informowania na temat kosztów spreadu, wynikająca z Rekomendacji S (II) wydanej 17 grudnia 2008 r. przez Komisję Nadzoru Finansowego, będzie powszechna. I choć nie jest obligatoryjna, banki zgodnie z zaleceniem będą ją stosować, bo jak mówi Katarzyna Bielas z biura prasowego nadzoru bankowego, „nie zdarzyło się jeszcze, by zignorowały zalecenia KNF”.
Wspomniana rekomendacja, mimo że obowiązuje od wczoraj, dotyczy wszystkich kredytów walutowych. Dotyczy natomiast prawa konsumenta do rzetelnej informacji na temat zasad funkcjonowania spreadu walutowego i jego wpływu na koszt kredytu, jeszcze przed zawarciem umowy kredytowej. Mało tego, KNF domaga się, by informacje takie znalazły się również w samej umowie. Bank powinien zobowiązać się w niej do informowania konsumenta przez cały okres spłaty kredytu, po jakim kursie przelicza raty kredytowe.
To ledwie pierwszy krok stanowiący wyraźny ukłon w kierunku kredytobiorcy. Już wkrótce, bo od 1 lipca 2009 r. spodziewać możemy się kolejnych ułatwień. KNF zamierza bowiem nakłonić banki do tego, by pozwoliły swym klientom na spłatę kredytu w walucie, w której został on zaciągnięty, eliminując tym samym koszty i problemy związane ze spreadem. To zalecenie będzie nas kosztować, nie będzie już bowiem możliwości przewalutowania kredytu. Decyzję o wyborze waluty podejmować będziemy mogli tylko raz.
Źródło: Rzeczpospolita
Skomentuj
Komentarze — pokaż wszystkie
Brak komentarzy



