Na łeb, na szyję
Tak ostro w dół pędzi polska złotówka, która z początkiem tygodnia znów osłabia się coraz bardziej z każdym dniem wobec franka czy euro. Drożeją więc kredyty mieszkaniowe...
Pikujący w dół kurs rodzimej waluty przyprawia o bezsenność wielu kredytobiorców. Spłata rat za mieszkanie jest z każdym miesiącem coraz większym wyzwaniem. Z danych Krajowego Rejestru Długów, przytaczanych przez PAP, wynika nawet, że w zastraszającym tempie wzrasta wartość zagrożonych kredytów hipotecznych, czyli takich, które nie są spłacane od co najmniej czterech miesięcy. Ich liczba narasta lawinowo. Jeszcze pod kod koniec trzeciego kwartału ub. roku wartość takich zagrożonych kredytów wynosiła ok. 1,5 mld zł, z czego niespełna jedna trzecia przypadła na kredyty walutowe. Ale już na koniec 2008 roku liczba ta wzrosła do 1,9 mld zł i odpowiednio do 738 mln zł w przypadku kredytów w walutach obcych, głównie we franku szwajcarskim.
W dodatku analitycy nie pozostawiają złudzeń: nie ma rady, trzeba zacisnąć zęby i spłacać, a nie myśleć o przewalutowaniu. W ocenie głównego analityka biura finansowego Finamo, Pawła Majtkowskiego, rata kredytu we frankach i tak najczęściej wciąż jest niższa niż tego w złotówkach. Inna rzecz, że kredyt wzięty na 30 lat i dłużej nie raz zaskoczy kredytobiorców zwrotem trendu na rynku walutowym: raz zwyżkowym, innym razem spadkowym. Nie pozostaje więc nic innego, jak czekać, aż sytuacja ustabilizuje się. Tym bardziej, że jak uważają analitycy, słaba złotówka nie znajduje gospodarczego uzasadnienia. W opinii wielu obserwatorów i ekonomistów, jest raczej wynikiem spekulacji.
Kiedy należy spodziewać się korzystnego zwrotu sytuacji?
Według jednych, jak choćby Andrzeja Sadowskiego z Centrum Adama Smitha, to perspektywa kilku najbliższych tygodni. Zanim to jednak nastąpi, za euro trzeba pewnie będzie zapłacić nawet 5 zł. Przełamany też musiałby zostać zły trend dla polskiej złotówki, który trwać będzie dopóty, dopóki na rynku nie pojawią się "inne fundusze spekulacyjne, które będą chciały 'skonsumować' swoje zyski i zagrać na umocnienie złotówki".
Nieco odmiennego zdania jest były ekonomista Międzynarodowego Funduszu Walutowego w Waszyngtonie dr Marcin Piątkowski z Akademii Leona Koźmińskiego. W jego opinii, obecne kursy walut są "prawie niezależne od polityki gospodarczej, prowadzonej w danym kraju", a przyczyną osłabienia polskiej waluty jest raczej wycofywanie się zagranicznych inwestorów, związane z dużą niepewnością całego regionu.
Ku temu stanowisku przychyla się również w komentarzu dla wczorajszej Rzeczpospolitej Jakub Borowski, główny ekonomista Invest-Banku:
- Dzisiejsze spadki złotego to efekt informacji o spadku produkcji na Węgrzech. Niestety musimy przyzwyczaić się do tego, że na wartość naszej waluty coraz bardziej wpływ będą miały informacje płynące z regionu, z wszystkich krajów wschodzących, a nie tylko nasze, rodzime.
W związku z tym, z faktem postrzegania Polski przez pryzmat przeżywającego zapaść regionu, należy raczej przygotować się długiego osłabienia złotego. Pozostaje więc czekać, aż kryzys zostanie przełamany.
Zobacz także:
Frank: wyżej, mocniej, dalej...
Dobry czas na kredyt walutowy?
"Rodzina na swoim" w natarciu
Skomentuj
Komentarze — pokaż wszystkie
Brak komentarzy



