Dobry czas na kredyt walutowy?
Spadek kursu złotówki to dla niektórych znakomita okazja, by wziąć kredyt mieszkaniowy w innej walucie. Tylko w jakiej? Ryzyko i trudność przewidzenia sytuacji są duże.
Oficjalnie bowiem kryzysu niema. Tymczasem słuchać już o pierwszych problemach banków w Polsce, jak w przypadku Citybanku, który ma się podzielić. Mowa też o rekordowych długach MON za rok ubiegły, a niewykluczone, że światło dzienne ujrzą i inne perełki.
To, w połączeniu z faktem, że Polska leży w regionie, który już odczuwa recesję, odbiera nadzieję inwestorom giełdowym na to, że cud nad Wisłą jest możliwy. Tym bardziej, że na warszawskiej giełdzie raz po raz swoim palcem miesza londyński JP Morgan Securities, który na kryzysie próbuje ugrać coś dla siebie. Jego ostatni raport obniża tegoroczne prognozy dla poskiego PKB do 0 proc.
W efekcie rodzima waluta pikuje w dół i coraz bardziej jest prawdopodobne, iż za euro przyjdzie nam płacić po 5 zł. Taką perspektywę w obliczu możliwej dewaluacji rosyjskiego rubla zakłada Marek Wołos, analityk TMS Brokers, który przewiduje w ciągu najbliższych kilku tygodni spadek złotego do poziomu 4,40 – 4,50 zł za euro, a w dalszej przyszłości – nawet 4,90.
Zdaniem niektórych, nadchodzi więc dobry czas, by na tej górce wziąć kredyt walutowy i czerpać korzyści w momencie umocnienia złotówki. Jednka na takie spekulacje pozwolić mogą sobie tylko nieliczni. Po pierwsze, skoro mowa o walutach, to najczęściej już tylko o euro. Kredyty we frankach szwajcarskich praktycznie są niedostępne. Banki w większości wycofały się z udzialania pożyczek w tej walucie, tłumacząc zbyt dużym ryzykiem. Z kolei tam, gdzie jeszcze można starać się o franki, wnikliwie badana jest zdolność kredytowa.
Temu pędowi po szwajcarską walutę dziwić mogą się ci, którzy wzięli pożyczki w czasach, gdy płacono za nią nieco ponad 2 zł. Zmienne kursy złotówki nie poprawiają im humoru, podobnie jak obniżki stóp procentowych w Szwajcarii, z 2,5 do 0,5 proc. czy spadek trzymiesięcznego LIBORU: z 2,77 do 0,69 proc. Okazuje się bowiem, że najczęściej kredytobiorcy nie odczuli w związku z tym większej poprawy, gdyż banki zwlekają z aktualizacją oprocentowania. Dlaczego? Tu tłumaczenia są różne, np. niskie stopy procentowe czy trzymiesięczny LIBOR rekompensuje wyski kurs franka, oprocentowanie aktualizowane jest co kwartał (co może oznaczać, że w niektórych bankach poprawę odczuć można będzie pod koniec stycznia i na początku lutego), albo też oprocentowanie przez pierwsze dwa lata od podpisania umowy jest stałe.
Jednak na rynku kredytów walutowych ma być jeszcze lepiej. Nowe rekomedacje KNF pozwolą wyeliminować niekorzystne dla klientów praktyki, jak choćby utajnienie kosztów spreadu. Prawdopodobnie od kwietnia br. Komisja Nadzoru Finansowego zobowiąże banki do określania, ile maksymalnie może wynosić u nich spread, ewentualnie sama odgórnie ustali maksymalną wysokość widełek. Dziś bowiem różnice między kursem kupna a sprzedaży wynoszą nawet kilkanaście groszy, co w skali 30 lat przekłada się na ponad dwadzieścia tysięcy złotych, jakie zarabia na nas dodatkowo bank.
Innym ułatwieniem jest możliwość spłaty pożyczki we frankach właśnie, co umożliwia dokonanie zakupu szwajcarskiej waluty po niższej cenie np. W kantorze. Tu jednak liczyć się trzeba z tym, że jeśli zadeklarujemy tak się raz, to na dobre i przyjdzie nam konsekwentni kupować franki. W dodatku wpłaty gotówkowe, podobnie jak i utrzymanie konta walutowego również kosztują. Trzeba więc dobrze zastanowić się, na ile to się nam opłaci.
Skomentuj
Komentarze — pokaż wszystkie
Brak komentarzy



