Dla kogo tańszy prąd?
Czy możliwe, by kwestia taniego prądu dla najbiedniejszych stała się kością niezgody? Okazuje się, że tak. Od wczoraj bowiem iskrzy na liniii rząd – pracodawcy – związkowcy. Dlaczego?
Pomysł, jak w dobie kryzysu pomóc najbiedniejszym od lutego zaprząta uwagę rządu. Tyle tylko, że do tej pory, poza rozwiązaniami okresowo modyfikowanymi na drodze konsultacji, nic się nie działo. Aż do teraz. Wczoraj bowiem rząd niespodziewanie postanowił powrócić do tej kwestii, pracując nad tzw. pakietem antykryzysowym.
Tu niestety wyszło na to, że to nie nagła troska o najuboższych podyktowała dopisanie kolejnego postulatu gwarantującego tani prąd gospodarstwom domowym, ale PR, dbałość o wizerunek publiczny. W dodatku, co bystrzejsi obserwatorzy dostrzegają, że w tej sytuacji rząd pragnie załatwić własne interesy. Jakie?
Gazeta Wyborcza dopatruje się tu działań wicepremiera i ministra gospodarki Waldemara Pawlaka. Jemu to tak zależy, by tańszy prąd znalazł się we wspomnianym pakiecie. W ten sposób mógłby stać się kartą przetargową w rozmowach Komisji Trójstronnej. W zamian za ulgi dla najuboższych resort chciałby bowiem uwolnienia cen prądu dla gospodarstw domowych. Na to jednak musiałby się zgodzić związki.
Wszystko po to, by ratować przemysł, dla którego ceny energii uwolnione zostały już w zeszłym roku. To niestety stało się przyczyną prawdziwego problemu przedsiębiorstw, prąd dla nich zdrożał dwukrotnie. Na nic zdały się rozmowy w tej sprawie z dostawcami energii. Ci ulżą przemysłowi, ale kosztem gospodarstw domowych. Zgodzą się na obniżki cen pod warunkiem uwolnienia taryf dla odbiorców indywdualnych. Jeśli tak sie stanie, można się spodziewać kolejnych podwyżek, na początek o 10 proc.
W tej sytuacji nie dziwne, że rząd pragnie w pierwszej kolejności zabezpieczyć najuboższych. Socjalne taryfy, w dalszym ciągu zatwierdzane przez URE, przysługiwałyby tym, których dochód jest nie większy niż 500 zł na członka rodziny i które zarazam zużywają nie więcej niż 1200 kilowatogodzin rocznie.
Tu podkreślenia warte jest prorodzinne obostrzenie, ulga nie dotyczy bowiem osób samotnych.Jest to chyba odpowiedź na pojawiające się swego czasu zarzuty, mówiące o tym, że z ulgi skorzystają nie ubogie rodziny oszczędzające energię, a dobrze sytuowani samotni single, których najczęściej nie ma w domu. Tak czy inaczej, rozwiązanie resortu gospodarki w dalszym ciągu nie jest idealne. Nie uwzględnia bowiem dogrzewających się prądem rodzin mieszkających w starych kamienicach. ich przypadku trudno mówić o oszczędzaniu energii, a tym bardziej o zmieszczeniu się w 1,2 tys. kwh.
Nie wykluczone więc, że jeśli pomysł zostanie wcielony w życie, okaże się się kolejnym niewypałem. Tańsza energia dostępna będzie dla nielicznych, niekoniecznie dla najuboższych. Ci w razie podwyżek mogą zostać jej pozbawieni. Tylko w zeszłym roku za niepłacenie rachunków dostawcy odcięli prąd prawie 25 tys. rodzin. W tym roku liczba ta może tylko wzrosnąć.
Tu niestety wyszło na to, że to nie nagła troska o najuboższych podyktowała dopisanie kolejnego postulatu gwarantującego tani prąd gospodarstwom domowym, ale PR, dbałość o wizerunek publiczny. W dodatku, co bystrzejsi obserwatorzy dostrzegają, że w tej sytuacji rząd pragnie załatwić własne interesy. Jakie?
Gazeta Wyborcza dopatruje się tu działań wicepremiera i ministra gospodarki Waldemara Pawlaka. Jemu to tak zależy, by tańszy prąd znalazł się we wspomnianym pakiecie. W ten sposób mógłby stać się kartą przetargową w rozmowach Komisji Trójstronnej. W zamian za ulgi dla najuboższych resort chciałby bowiem uwolnienia cen prądu dla gospodarstw domowych. Na to jednak musiałby się zgodzić związki.
Wszystko po to, by ratować przemysł, dla którego ceny energii uwolnione zostały już w zeszłym roku. To niestety stało się przyczyną prawdziwego problemu przedsiębiorstw, prąd dla nich zdrożał dwukrotnie. Na nic zdały się rozmowy w tej sprawie z dostawcami energii. Ci ulżą przemysłowi, ale kosztem gospodarstw domowych. Zgodzą się na obniżki cen pod warunkiem uwolnienia taryf dla odbiorców indywdualnych. Jeśli tak sie stanie, można się spodziewać kolejnych podwyżek, na początek o 10 proc.
W tej sytuacji nie dziwne, że rząd pragnie w pierwszej kolejności zabezpieczyć najuboższych. Socjalne taryfy, w dalszym ciągu zatwierdzane przez URE, przysługiwałyby tym, których dochód jest nie większy niż 500 zł na członka rodziny i które zarazam zużywają nie więcej niż 1200 kilowatogodzin rocznie.
Tu podkreślenia warte jest prorodzinne obostrzenie, ulga nie dotyczy bowiem osób samotnych.Jest to chyba odpowiedź na pojawiające się swego czasu zarzuty, mówiące o tym, że z ulgi skorzystają nie ubogie rodziny oszczędzające energię, a dobrze sytuowani samotni single, których najczęściej nie ma w domu. Tak czy inaczej, rozwiązanie resortu gospodarki w dalszym ciągu nie jest idealne. Nie uwzględnia bowiem dogrzewających się prądem rodzin mieszkających w starych kamienicach. ich przypadku trudno mówić o oszczędzaniu energii, a tym bardziej o zmieszczeniu się w 1,2 tys. kwh.
Nie wykluczone więc, że jeśli pomysł zostanie wcielony w życie, okaże się się kolejnym niewypałem. Tańsza energia dostępna będzie dla nielicznych, niekoniecznie dla najuboższych. Ci w razie podwyżek mogą zostać jej pozbawieni. Tylko w zeszłym roku za niepłacenie rachunków dostawcy odcięli prąd prawie 25 tys. rodzin. W tym roku liczba ta może tylko wzrosnąć.
(bpawlak), 30-04-2009
Skomentuj
Komentarze — pokaż wszystkie
Brak komentarzy



