Certyfikaty z suwakiem
Po długim wyczekiwaniu mamy wreszcie przepisy do nowelizacji Prawa budowlanego, które wprowadzą certyfikację energetyczną budynków z nowym rokiem.
Wczoraj, jak informuje Gazeta Prawna, minister infrastruktury Olgierd Dziekoński podpisał stosowne rozporządzenia, które określają metodologię obliczeń oraz wzór świadectwa energetycznego. Certyfikaty takie od 1 stycznia 2009 roku powinny posiadać wszystkie nowo wybudowane budynki oraz te, które będą sprzedawane lub wynajmowane. - Certyfikat ma zawierać informację dla kupującego mieszkanie o zużyciu energii w lokalu i o metodach jej ograniczenia - mówi Olgierd Dziekoński, wiceminister infrastruktury.
Tu jednak podnoszą się już głosy sprzeciwu. Eksperci twierdzą bowiem, że sporządzenie certyfikatów dla starych budynków będzie niemożliwe. Wątpliwości budzi też fakt, że nowe przepisy nie przewidują nadawania budynkom klas energetycznych, o czym pisaliśmy na portalu TermoDom.pl nie tak dawno w artykule: Certyfikaty niczym sukienki…
Eksperci uważają, że w wyniku rezygnacji z klas certyfikaty stają się nieczytelne dla nabywców i najemców mieszkań. Wskazują tu na przykład oznaczeń sprzętów RTV i AGD, w przypadku których klient otrzymuje jasną informację na temat jakości energetycznej i wysokości zużycia energii przez urządzenie. W przypadku mieszkań mogło być podobnie, jednak nie będzie. Kupujący otrzyma tylko informację o zużyciu energii w konkretnym budynku i dla porównania - w budynku referencyjnym, czyli wzorcowym.
Co na to branża nieruchomości?
- Świadectwo ma wyrażać ilość energii wyrażoną w kilowatogodzinach przypadających rocznie na jeden metr kwadratowy nieruchomości niezbędną do zaspokojenia różnych potrzeb związanych z jej użytkowaniem. Konia z rzędem temu, kto potrafi przeliczyć to sobie na złotówki. Niewiele osób jest w stanie powiedzieć, ile kilowatogodzin mieści się w jednym metrze sześciennym gazu albo w jednej tonie oleju opałowego - mówi Tomasz Lebiedź, pośrednik nieruchomości z Warszawy.
Z kolei Marcin Piotrowski, wiceprezes Konfederacji Budownictwa i Nieruchomości dodaje - Dziś, poza Belgią i Niemcami, we wszystkich krajach UE obowiązują klasy energetyczne budynków.
Dlaczego więc u nas z klas energetycznych zrezygnowano?
Tu pewnie wszyscy się zdziwią: ze względu na możliwość zafałszowania wyników zużycia energii. - Szczególnie w przypadku starych budynków dane do określenia zużycia energii są zbyt ogólne. Klasy zachęcałyby wykonującego ocenę energetyczną do takiego dobierania parametrów wyjściowych, które prowadziłoby do podniesienia klasy budynku i zafałszowania rzeczywistości - wyjaśnia Olgierd Dziekoński.
Okazuje się też, że starsze budynki w ogóle wywołują niechęć, jeśli mowa o sporządzaniu dla nich świadectw energetycznych. Głównie z uwagi na to, że większość z nich nie ma po prostu dokumentacji technicznej. W związku z tym sporządzony certyfikat będzie w ich przypadku obarczony błędem. - Inżynier musi znać budynek i wiedzieć, czy np. do ocieplenia wykorzystano wełnę mineralną czy styropian. Będzie wymagało to inwentaryzacji budynku, której koszty będą wyższe od kosztów certyfikatu – wyjaśnia inżynier Andrzej Dobrucki, wiceprezes Polskiej Izby Inżynierów Budownictwa.
Ekspertów argumentacja resortu nie przekonuje. Ich zdaniem właśnie brak klas na świadectwie daje możliwość nadużyć. - Rozporządzenia wprowadzają dowolność i uznaniowość w przyjmowaniu do obliczeń parametrów i danych wyjściowych. Spowoduje to duże możliwości manipulowania wielkościami charakteryzującymi jakość energetyczną budynków - mówi Dariusz Koc, którego opinia nie jest wcale odosobniona. Postuluje się nawet rezygnację ze sporządzania certyfikatów dla starych obiektów.
Wszystkie te rozbieżności w ocenie przydatności świadectw energetycznych potwierdzać mogą tylko wcześniejsze obawy: pierwsze miesiące certyfikacji będą trudne. Po części wynika to z opóźnień w przygotowaniu rozporządzeń wykonawczych do ustawy, co uniemożliwiało rozpoczęcie szkoleń uprawnionych do wydawania certyfikatów. W konsekwencji przez pierwszych kilka miesięcy certyfikaty będą sporządzać jedynie inżynierowie z wykształceniem magisterskim, którzy mają uprawnienia do projektowania.
Jak ta sytuacja i nowe rozporządzenia wpłyną na obrót nieruchomościami przekonamy się na własnej skórze już wkrótce. Miejmy nadzieję, że nie zablokują transakcji, które już i tak z powodu kryzysu i utrudnień bankowych należą do rzadkości.
Zobacz także:
Harmonogram wdrażania Dyrektywy EPBD w Polsce
Milowy krok w certyfikacji budynków
Egzaminy na audytorów w listopadzie
Skomentuj
Komentarze — pokaż wszystkie
Brak komentarzy



